fot. Damian Berłowski

Jedynie sześciu dni potrzebował mysłowiczanin Damian Berłowski, by na rowerze dojechać z Mysłowic na Hel. Odległość 760 kilometrów do najbardziej wysuniętego na północ punktu Polski miłośnik dwóch kółek pokonał samotnie. Choć kilkanaście godzin dziennie spędzał na siodełku, podczas takiej wyprawy nie mogło zabraknąć czasu na podziwianie pięknych, polskich krajobrazów i ciekawych miejsc.

Spełnione marzenie

Wydawać by się mogło, że na taki wyczyn może porwać się jedynie rowerzysta, który na koncie ma setki tysięcy wykręconych kilometrów i wiele lat doświadczeń. Natomiast mysłowiczanin na dłuższe rowerowe wycieczki jeździ zaledwie od czterech lat.

– Kilkudniowe wyprawy rowerowe to niesamowita przygoda, można zobaczyć wiele ciekawych miejsc i sprawdzić się w nowych, czasami ekstremalnych, sytuacjach. W czerwcu postanowiłem spełnić jedno z moich rowerowych marzeń, czyli dojechać z domu nad morze. Przygotowania nie były intensywne, dużo jeżdżę na rowerze i moja forma jest niezła, no ale przed wyjazdem trzeba kilka razy 100 km przejechać. Ważne jest także skompletowanie sprzętu i zaplanowanie trasy – mówi Damian Berłowski.

Na siodełku od rana do nocy

Choć wyprawa nad morze była skokiem na głęboką wodę, już wcześniej wykręcał setki kilometrów, pokonując ciekawe szlaki. W poprzednim roku wybrał się rowerem z Mysłowic do Częstochowy, a stamtąd Szlakiem Orlich Gniazd do Krakowa i z powrotem do Mysłowic. W maju przejechał 500 km szlakiem Green Velo, przez wielu uznawanych za najpiękniejszą trasę rowerową w Polsce.

– Nad morze pojechałem sam, bo nie znalazłem chętnego towarzysza wyprawy. Plus jazdy samemu jest taki, że nie trzeba się na nikogo oglądać i od nikogo się nie jest uzależnionym. Oczywiście w grupie jest raźniej i bezpieczniej. Np. gdyby doszło do wypadku, towarzysz wezwie pomoc, na zakupach popilnuje roweru, a i w nocy podczas dzikiego biwakowania będzie psychicznym wsparciem – mówi Damian

Pierwszego dnia mysłowiczanin pokonał 168 km z Mysłowic do Bełchatowa, drugiego 124 km (Bełchatów – Bociany), trzeciego 120 km (Bociany – Karczemka), czwartego 145 km (Karczemka – Wiśliny), piątego 108 km (Wiśliny – Sopot), a ostatniego dnia z Sopotu dotarł na Hel.

Zobacz również:
Centra Aktywizacji Społecznej powstaną w Mysłowicach

Rowerem po Śląsku

Jednak w przypadku czerwcowej wyprawy tak nie było, mysłowiczanin mógł liczyć tylko na siebie. Kilak nocy spędził w namiocie rozbitym w szczerym polu, zdarzyło mu się także pomylić trasę lub na szybko ustalać nową. Szczegółową relację z przebiegu wyprawy opisał na portalu Rowerem po Śląsku, który prowadzi od dwóch lat.

Przeczytaj relację Damiana z wyprawy: Wyprawa rowerowa na Hel