Trzyosobowa rodzina mieszkająca przy ulicy Strażackiej w Mysłowicach została zabrana do Szpitala nr 2. Powodem było zatrucie tlenkiem węgla. Do zdarzenia doszło nad ranem, w czwartek 16 lutego.

– Zgłoszenie otrzymaliśmy kilka minut przed godziną piątą nad ranem. Na miejsce zadysponowana została nasza jednostka oraz pogotowie ratunkowe. W mieszkaniu przy ulicy Strażackiej cała trzyosobowa rodzina uskarżała się na złe samopoczucie. Po przebadaniu na zawartość tlenku węgla w wydychanym powietrzu okazało się, że wydmuchali odpowiednio 140, 160 oraz 270 ppm-ów czadu – mówi mł. bryg. Wojciech Chojnowski, rzecznik prasowy mysłowickiej straży pożarnej    

Strażacy dokonali także pomiarów czadu w mieszkaniu. Ich urządzenia ujawniły stężenie na poziomie 120 ppm-ów. Mieszkanie, w którym jak się okazało nie była zainstalowana czujka czadu, zostało przewietrzone.

Zobacz również:
Czujnik gazu zawył, przedszkolaki były ewakuowane

Gdy rodzina opuści już szpital, strażacy podarują jej nową czujkę, która wykrywa „cichego zabójcę”. Będzie to możliwe dzięki przedsięwzięciu wojewody śląskiego, który zakupił czujki tlenku węgla z przeznaczeniem dla mieszkańców województwa. Strażacy po takich akcjach ratowniczych jak ta przy ulicy Strażackiej, przekażą osobom, które zatruły się czadem, jedną z otrzymanych od wojewody czujek.

Zakup czujki tlenku węgla i dymu to wydatek rzędu ok. stu złotych, który może uratować życie. Jedynie w tym sezonie grzewczym, który umownie rozpoczął się 1 października 2016 r., w samych Mysłowicach poszkodowanych z objawami podtrucia tlenkiem węgla było 29 osób, w tym 13 dzieci.