Co jest lepsze: życie w kłamstwie, czy dochodzenie do prawdy, choćby wydawała się najgorsza i najgłupsza w świecie? Przed tym pytaniem stanęli widzowie, którzy wybrali się w czwartek na spektakl zatytułowany „Mąż mojej żony”. Tego wieczoru zabawiali ich ulubieńcy śląskiej publiczności – Dariusz Wiktorowicz i Dariusz Niebudek.

Akcja spektaklu toczy się we Frankfurcie, u Ślązaka niejakiego Zeflika, którego odwiedza przybysz z Warszawy, niejaki Edmund. Mężczyźni nie znają się wcale, ale jak okazuje się w trakcie wizyty, mają sporo wspólnego – a dokładnie żonę Helenę.

– Proszę sobie wyobrazić, że przychodzi do ciebie człowiek i mówi: „Pan Marcin? Jestem mężem pana żony, a pan jest mężem mojej żony. Mamy wspólną żonę…” – no i teraz się zaczyna. Także myślę, że to jest fajna komedia, jest mnóstwo takich zaskakujących sytuacji – zdradza Dariusz Niebudek, aktor.

Wiele śmiechu wywoływały zawarte w przedstawieniu zabawne różnice między Ślązakiem a warszawiakiem. Ale co przyciągnęło widzów do MOK-u na ten konkretny spektakl?

– Bardzo pozytywne opinie, można się pośmiać, można odpocząć od codzienności, także z wielką przyjemnością przyszłam – mówi Krystyna, uczestniczka.

Przez 100 minut spektaklu mysłowiczanie świetnie się bawili rozważając jednocześnie kondycję współczesnego mężczyzny, ale i relacji damsko-męskich w dzisiejszym świecie.

REKLAMA