Kochać można nie tylko ludzi, ale także zwierzęta. Dlatego w miniony weekend Walentynki świętowano w mysłowickim schronisku. Okazać serce mógł każdy kto tylko znalazł choć chwilę czasu by zabrać psiaka na spacer.

[maxbutton id=”1″ text=”ZOBACZ, TRWA 01:49″ ]

Nie, nie mam swojego psiaka, nie mam żadnych zwierząt w domu. Dlatego tutaj chciałam zobaczyć, jak to jest z psem. Jak widać nie jest zbyt prosto, tu ciągnie, tam coś. Wiec jest to też dla mnie taki mały test, czy kiedyś byłabym w stanie jakiegoś zaadoptować  – mówi Katarzyna Warias

Dni otwarte w schronisku odbywają się regularnie i stanowią świetną okazję do zyskania wiedzy, z czym wiąże się przygarnięcie zwierzęcia pod swój dach.

I zwierzęta i ludzie czerpią tutaj korzyści. Ludzie mogą zobaczyć jak to naprawdę wygląda, jak te pieski w schronisku naprawdę się zachowują. Dowiadują się np. tego że nie każdy piesek może dostać byle jaki smaczek, bo mogłoby się to dla niego zakończyć rewolucją żołądkową – mówi Daria Morawska, kierownik schroniska TOZ w Mysłowicach

Mysłowiczanie mogli poznać pracujących w schronisku wolontariuszy i dowiedzieć się, że by przygarnąć zwierzę należy przejść cały proces adopcyjny. Jest to czasochłonne, ale konieczne – zwłaszcza z uwagi na dobro zwierząt.

Staramy się dobierać zarówno psa do rodziny jak i rodzinę do psa. To jest bardzo ważne; pies który jest aktywny potrzebuje rodziny, która jest aktywna, natomiast pies który najlepiej czuje się jako jedynak – staramy się mu dobrać rodzinkę, która nie ma innych zwierząt. Robimy to żeby zarówno rodzina czuła się spędzona, a pies mógł spędzić tam całe swoje życie – mówi Martyna Wosk, wolontariuszka

Jest tak dlatego, że w schronisku swój dom mają nie tylko zdrowe psiaki, ale także te zmagające się z różnymi chorobami. Na spacer nie mogły wyjść pieski objęte kwarantanną i szczeniaki w trakcie szczepień. Mysłowiczanie nie tylko mogli okazać trochę ciepła psom, ale także przebywającym w schronisku kotom.

REKLAMA