Baseny portowe, nabrzeża przeładunkowe, statki i wielka infrastruktura transportowa niemal w samym centrum miasta – tak mogły wyglądać przedwojenne Mysłowice. Przed 1939 rokiem powstał ambitny projekt budowy wielkiego portu węglowego nad Przemszą. Choć planu w pełnym kształcie nigdy nie zrealizowano, zachowane materiały pokazują skalę ówczesnych zamierzeń. Nie był to jednak pomysł oderwany od rzeczywistości. Przemsza przez stulecia była dla Mysłowic ważnym szlakiem transportowym, a wcześniej także rzeką graniczną, nad którą spotykały się trzy europejskie mocarstwa.
Dzisiaj trudno wyobrazić sobie Mysłowice jako miasto portowe. Przemsza nie kojarzy się już z wielkim transportem towarów, a tym bardziej z portem obsługującym przemysł Górnego Śląska. W okresie międzywojennym taki scenariusz traktowano jednak bardzo poważnie.
Przed II wojną światową opracowano projekt portu węglowego, który miał powstać w rejonie śródmieścia. Zachowane przedstawienia planowanej inwestycji pokazują przedsięwzięcie o imponującej skali. Port wraz z towarzyszącą mu zabudową i infrastrukturą miał całkowicie zmienić nadrzeczną część Mysłowic.
Aby zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj planowano tak ogromną inwestycję, trzeba jednak cofnąć się znacznie dalej – do czasów, kiedy Przemsza była jedną z ważnych dróg transportowych tej części Górnego Śląska.
Przemsza – dawna droga Mysłowic do Wisły
Przez wieki rzeki były jednymi z najważniejszych szlaków komunikacyjnych. Nie inaczej było w Mysłowicach. Przemsza służyła mieszkańcom nie tylko jako źródło wody i pożywienia. Była również naturalną drogą prowadzącą w kierunku Wisły.
Po rzece transportowano towary na łodziach, tratwach i przede wszystkim na charakterystycznych płaskodennych galarach. Wraz z rozwojem przemysłu znaczenie Przemszy rosło. Kopalnie węgla oraz huty cynku i żelaza potrzebowały możliwości przewozu coraz większej ilości surowców i produktów. Zanim kolej żelazna stworzyła na Górnym Śląsku gęstą sieć połączeń, transport wodny stanowił niezwykle atrakcyjną alternatywę.
Skala żeglugi była znacząca. Według materiałów Mysłowickiego Detektywa Historycznego w 1860 roku po Przemszy pływało około 200 galarów. W latach 1873–1880 przeprowadzono kolejne kosztowne prace regulacyjne, które miały między innymi umożliwić sprawniejszy transport węgla z kopalń Mysłowice i Radocha.
Galary były stosunkowo prostymi, ale bardzo praktycznymi jednostkami. Budowano je z drewna, miały płaskie dna i mogły osiągać od 15 do 24 metrów długości. Co ciekawe, w latach 1817–1851 także w samych Mysłowicach działał warsztat zajmujący się ich budową.
Załadowane jednostki płynęły z nurtem Przemszy w stronę Wisły. Transportowano nimi między innymi węgiel, drewno, deski, mąkę, ziemniaki czy piasek. W przeciwnym kierunku przewożono m.in. sól i rudy cynku. Powrót galarów był znacznie bardziej skomplikowany – łodzie ciągnięto w górę rzeki przy pomocy koni prowadzonych wzdłuż brzegu. System ten nazywano trybarką, a ludzi wykonujących tę ciężką pracę – trybarzami.
Przemsza dawała więc pracę mieszkańcom nadbrzeżnych miejscowości i stanowiła element lokalnej gospodarki. Miejski program opieki nad zabytkami wskazuje również na funkcjonowanie nad jej brzegami miejsc załadunkowych związanych m.in. z transportem węgla.
Parowce na Przemszy
Historia żeglugi na Przemszy nie ograniczała się wyłącznie do drewnianych galarów.
Już w XIX wieku pojawiły się tutaj jednostki napędzane parą. Jedna z najstarszych zachowanych informacji dotyczy parowca zbudowanego przez Anglika Davny’ego w Niwce. Jednostka miała pływać po Przemszy do 1839 roku. Według przekazów mieszkańcy nadrzecznych terenów nazywali niezwykły statek „czortopchajem”.
W późniejszym okresie po rzece pływały kolejne parowce. Na mapie Mysłowic z 1911 roku uwieczniono jednostkę o nazwie „Neptun”. Znane były również statki „Piast” i „Olza”. Historia parowców na Przemszy zakończyła się dopiero wraz z II wojną światową.
Rzeka miała jednak także zupełnie inne oblicze. Na przełomie XIX i XX wieku można było spotkać na niej nie tylko transport węgla i innych towarów, lecz także niewielkie jednostki wożące turystów. A tych do Mysłowic przyciągało jedno z najbardziej niezwykłych miejsc ówczesnej Europy.
Rzeka, która dzieliła trzy mocarstwa
Przemsza była bowiem nie tylko szlakiem transportowym. Przez długi okres stanowiła również granicę państwową.
Szczególnego znaczenia nabierał punkt połączenia Czarnej i Białej Przemszy. Układ granic w tym miejscu zmieniał się wraz z sytuacją polityczną Europy. Po upadku Rzeczypospolitej Krakowskiej w 1846 roku spotykały się tutaj granice Prus, Rosji i Austrii. Po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku zaczęła funkcjonować słynna nazwa Trójkąt Trzech Cesarzy – Drei-Kaiserreich-Ecke.
Po jednej stronie znajdowały się pruskie, a następnie niemieckie Mysłowice wraz ze Słupną i Brzęczkowicami. Po drugiej – rosyjski Modrzejów, a po kolejnej – tereny monarchii austro-węgierskiej w rejonie Jęzora. Wody Białej Przemszy, Czarnej Przemszy i dalej Przemszy wyznaczały linie oddzielające wielkie europejskie mocarstwa.
Dzisiaj dawne granice państwowe zniknęły, ale ich przebieg wciąż można odczytać z układu rzek. Obszar ten pozostaje jednym z najważniejszych historycznych symboli Mysłowic.
Tysiące turystów nad Przemszą
Trójkąt Trzech Cesarzy stał się na przełomie XIX i XX wieku prawdziwą atrakcją turystyczną.
Według ówczesnych przekazów tygodniowo mogło odwiedzać go od 3 do 8 tysięcy osób. Po stronie mysłowickiej turyści spacerowali promenadą, odwiedzali lokale gastronomiczne i kupowali pamiątki oraz pocztówki przedstawiające trzech cesarzy. Od 1907 roku dodatkową atrakcją była stojąca na Słupeckiej Górce wieża Bismarcka, z której można było spoglądać na tereny trzech państw.
Atrakcją były również wycieczki po samej Przemszy. Po rzece kursowały niewielkie parostatki turystyczne. Można więc powiedzieć, że ponad sto lat temu nadrzeczne tereny Mysłowic pełniły jednocześnie funkcję gospodarczą, komunikacyjną, graniczną i rekreacyjną.
Położenie miasta przy granicy miało ogromne znaczenie również dla jego rozwoju gospodarczego. Mysłowice stały się ważnym centrum handlowym i komunikacyjnym, a także jednym z punktów wielkiego ruchu migracyjnego.
Niepodległa Polska i wielki plan przebudowy Przemszy
Po I wojnie światowej świat Trójkąta Trzech Cesarzy przestał istnieć. Zniknęły dawne granice, a po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski również Mysłowice znalazły się w granicach II Rzeczypospolitej.
Nie oznaczało to jednak końca gospodarczego znaczenia Przemszy.
Wręcz przeciwnie – w okresie międzywojennym pojawiła się wizja wykorzystania rzeki na znacznie większą skalę. Jednym z najambitniejszych przedsięwzięć miał być port węglowy w Mysłowicach.
Przygotowania wymagały ogromnych prac hydrotechnicznych. W 1926 roku rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę regulację Przemszy. Roboty objęły mysłowicki odcinek rzeki, a ich zakres był tak duży, że miejscami zmieniano przebieg koryta. W efekcie Przemsza utraciła znaczną część swojego wcześniejszego, naturalnego charakteru.
Prace prowadzono przez kolejne lata. Po ich zakończeniu w 1936 roku odcinek Przemszy od ujścia Brynicy miał być dostępny dla jednostek o pojemności około 80 ton.
Była to ogromna zmiana i jednocześnie przygotowanie rzeki do znacznie poważniejszej roli transportowej.
Wielki port niemal w centrum miasta
Właśnie w tym okresie powstały plany budowy wielkiego portu węglowego.
Projekt robi wrażenie nawet dzisiaj. Port planowano w rejonie śródmieścia, a całe przedsięwzięcie miało stworzyć rozbudowany system infrastruktury umożliwiającej transport i przeładunek surowców. Zachowane opracowania pokazują, jak bardzo inwestycja zmieniłaby krajobraz Mysłowic.
Nie byłaby to jedynie przystań nad rzeką. W praktyce oznaczałaby powstanie dużego obszaru portowego z nabrzeżami i zapleczem przemysłowo-transportowym.
Trudno nie zastanawiać się, jak wyglądałyby dzisiaj Mysłowice, gdyby przedwojenne plany udało się zrealizować w pełnym zakresie.
Miasto, którego rozwój przez dziesięciolecia wyznaczały przede wszystkim kolej i kopalnie, mogło otrzymać jeszcze jeden niezwykle silny element swojej tożsamości – duży port śródlądowy.
Historia, której ślady wciąż płyną przez Mysłowice
Wybuch II wojny światowej przerwał wiele ambitnych przedsięwzięć II Rzeczypospolitej. Wielka wizja portowych Mysłowic również nie została urzeczywistniona w zakładanym kształcie.
Pozostały jednak projekty, fotografie i ślady dawnych prac hydrotechnicznych. Są one przypomnieniem czasów, kiedy Przemsza była czymś znacznie więcej niż rzeką przepływającą wzdłuż miasta.
Jej wody przez stulecia przewoziły drewno, sól, rudy metali i przede wszystkim węgiel. Pływały po niej galary, tratwy i parowce. Wzdłuż brzegów pracowali galarnicy i trybarze. Rzeka była drogą handlową prowadzącą do Wisły, miejscem pracy mieszkańców, a jednocześnie granicą oddzielającą wielkie europejskie mocarstwa.
Nad jej brzegami rozwijały się Mysłowice, a kilka kilometrów od centrum znajdował się jeden z najsłynniejszych punktów granicznych dawnej Europy – Trójkąt Trzech Cesarzy.
Przedwojenny projekt wielkiego portu węglowego można więc traktować jako ostatni, niezwykle ambitny rozdział wielowiekowej historii związku Mysłowic z Przemszą. Nie była to fantazja architektów, lecz próba wykorzystania szlaku transportowego, który służył miastu od pokoleń.
Gdy patrzymy dziś na zachowany szkic portu, możemy zobaczyć alternatywną historię Mysłowic – miasta, którego śródmieście mogło kończyć się nie tylko torami kolejowymi i przemysłowymi zabudowaniami, ale również nabrzeżami wielkiego portu, przy których cumowałyby jednostki przewożące śląski węgiel w stronę Wisły.
źródło: Muzeum Miasta Mysłowice




















