Argumenty w stylu – „My już się tym tematem zajmowaliśmy, gdy Pani jeszcze na świecie nie było”, lub posługiwanie się waloryzacją, która nie miała miejsca, czy kwestionowanie wiedzy architekta przy okazji czytania map. Tak wygląda atmosfera wokół użytku ekologicznego jakie miasto chce utworzyć w dzielnicy Larysz-Hajdowizna.
Głównym celem utworzenia tzw. użytku ekologicznego w dzielnicy Larysz-Hajdowizna jest ochrona zamieszkującego te tereny kumaka – płaza bezogonowego blisko spokrewnionego z kumakiem górskim, wyglądem przypominającego małą ropuchę. Najpierw na zlecenie wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta w Mysłowicach waloryzację terenu w kontekście występowania kumaka nizinnego wykonał Rafał Dziadowiec. Potem urzędnicy wyznaczyli teren obejmujący działki należące do gminy. Co więcej propozycję zaakceptował ww. specjalista, który na co dzień zajmuje się m.in. obserwacją i badaniem trybu życia tego typu zwierząt.
Po tym gdy urzędnicy ogłosili swój plan pojawiły się schody, a do głosu doszli mieszkańcy dzielnicy, a szczególnie jeden z dawnych przedstawicieli tamtejszej Rady Dzielnicy, który twierdzi, że obszar powinien być poszerzony. Problem polega jednak na tym, że na terenie o którym mieszkaniec wspomina, już w latach 70-tych poprzedniego wieku wyznaczono miejsce na drogę. Mimo upływu ponad 50 lat droga nie powstała, ale potrzebę otwarcia tej furtki dla potencjalnej inwestycji potwierdza Szymon Jawor, naczelnik wydziału architektury, planowania i strategii, powołując się m.in. na ciągłą ewolucję miasta i zwiększenie na przestrzeni lat ruchu samochodowego.
W sprawie użytku ekologicznego zorganizowano konsultacje z mieszkańcami, na których mogli oni zgłaszać swoje uwagi. Wspomniany wyżej mieszkaniec również pojawił się na konsultacjach, ale nieco w innym charakterze – bo jak sam mówił – „przyszedł przekonać urzędników do zmiany zdania w kwestii obszaru, o którym mowa”. Mieszkaniec dzielnicy Larysz-Hajdowizna kwestionował zdanie Rafała Dziadowca odpowiedzialnego za waloryzację tych terenów, kontestował opinie naczelnika Szymona Jawora, jak również Soni Olszewskiej, naczelniczce wydziału ochrony środowiska zarzucał zbyt młody wiek, by ta mogła w ogóle zrozumieć temat. Czy tak powinna wyglądać dyskusja o użytku ekologicznym w przestrzeni publicznej – na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie Państwo sami, na pewno jednak dyskusją na tak poważny temat powinna zakładać wymianę merytorycznych argumentów, a tych po stronie mieszkańca zabrakło.
To jednak nie koniec, bo do akcji już wcześniej włączyli się radni opozycji prezydenta Mysłowic z klubu Koalicji Obywatelskiej, którzy wraz ze wspomnianym mieszkańcem udali się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska celem zasięgnięcia w temacie opinii. Wszyscy zgodnie twierdzą, że RDOŚ stworzył nową waloryzację, a ich prośbę zaopiniował pozytywnie. Tu jednak pojawia się kolejny problem, bo gdy skontaktowaliśmy się z rzeczniczką prasową RDOŚ, okazało się, że instytucja oficjalnie odniesie się do tematu dopiero po przedłożeniu przez Radę Miasta Mysłowice gotowej uchwały.
Po konsultacjach z mieszkańcami Sonia Olszewska skontaktowała się z zaangażowaną w sprawę radną KO Joanną Myszką. Na jej prośbę ta przesłała pismo, które potwierdza nasze wcześniejsze ustalenia – Regionalny dyrektor ochrony środowiska jest tutaj organem uzgadniającym, opiniującym przedłożony projekt uchwały przez radę gminy. Postępowanie uzgodnieniowe dotyczy więc wyłącznie oceny dowodów, materiałów i dokumentacji przedłożonej przez organ prowadzący postępowanie główne, którym w przedmiotowym przypadku jest Rada Miasta Mysłowice. Przedłożony do uzgodnienia regionalnemu dyrektorowi ochrony środowiska projekt uchwały w sprawie ustanowienia danej formy ochrony przyrody powinien być więc kompletny, ostateczny i akredytowany w całości przez organ ustanawiający daną formę ochrony przyrody – czytamy w piśmie nadesłanym do radnych KO przez RDOŚ.
Co więcej w konkurencyjnym portalu pojawiła się informacja o rzekomych konsultacjach przeprowadzanych w poniedziałek 13 kwietnia na terenie dzielnicy Larysz-Hajdowizna na temat wspomnianego użytku ekologicznego. W tej sprawie również zwróciliśmy się do źródła pytając jaki charakter miały te konsultacje. Anna Górny, rzeczniczka prasowa UM w Mysłowicach, jednoznacznie przekazała nam, że – Nie były to konsultacje z mieszkańcami, a prywatne spotkanie zorganizowane w jednej z tamtejszych restauracji, z którym urzędnicy odpowiedzialni za całą sprawę nie mieli nic wspólnego.
Sprawa jak na razie jest w toku i na pewno do niej wrócimy.





























