fot.arch.itvm.pl

Zawodniczki trenera z Mysłowic odnoszą kolejne sukcesy. Podopieczne mysłowickiego trenera zdobyły srebro podczas Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham. Jak wygląda praca trenera polskiej reprezentacji oraz jak spędzi Wielkanoc? Zapraszamy na wywiad z Aleksandrem Matusińskim.

Kto wymyślił aniołki Matusińskiego?

– Sebastian Chmara, kiedyś świetny wieloboista, teraz komentator telewizyjny. Dziewczyny są rzeczywiście rewelacyjne.

Kiedy więc, tak jak zrobiła to męska sztafeta, pobiją Amerykanki i ustanowią rekord świata?

– Pokonanie Amerykanek jest ciężkie do osiągnięcia, ale możliwe. Rekord świata to mało realna sprawa, ponieważ jest on bardzo wyśrubowany. Dziewczyny spisały się świetnie, w Birmingham poprawiły rekord Polski o trzy sekundy. Ten wynik dawał do tej pory tytuł halowych mistrzyń świata, a zajęliśmy drugie miejsce. To pokazuje, jak wysoki był poziom finału.

Czego brakuje, żeby przegonić Amerykanki?

– One startują z innego pułapu. W USA jest wiele talentów, zawsze ktoś się przebije i utrzyma na światowym poziomie.

U nas lekka atletyka stała się modna. Przychodzą utalentowane zawodniczki?

– Na pewno jest boom na lekką atletykę, na biegi uliczne. Kluby coraz lepiej pracują. Ale niewątpliwie geny mają swój udział w osiąganych wynikach. Proszę zauważyć – w sprincie dominują na świecie czarnoskórzy biegacze.

Efekt Usaina Bolta, kiedy predyspozycje powodowały, że był nie do pobicia

– Dokładnie. Najlepsi sprinterzy pochodzą z USA, Jamajki, Bahamów.

Jesteśmy skazani na drugie, trzecie miejsca?

– Na razie tak. Robimy wszystko, co możemy, żeby być wśród najlepszych. Cele stawiamy sobie wysoko. W Birmingham liczyły się cztery sztafety, nasze dziewczyny zajęły drugie po dyskwalifikacji Jamajek.

Skąd dyskwalifikacja?

– Podczas zmiany sędzia ustawia zawodniczki w odpowiedniej kolejności, a Jamajka zmieniła wyznaczone miejsce i wyszła przed Ukrainkę. Uważam, że były też podstawy do zdyskwalifikowania Amerykanek, bo jedna z nich nadepnęła na krawężnik, skracając tor biegu. Złożyliśmy protest, ale nie został uwzględniony.

Co mistrzostwa świata w hali pokazały panu na półmetku przygotowań do igrzysk w Tokio?

– To prawda, celem jest Tokio, bez względu na to, co wydarzy się po drodze. Jest duża grupa zawodniczek, w tym żelazna czwórka – piątka, które tworzą kręgosłup sztafety: Justyna Święty, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub, Iga Baumgart i Aleksandra Gaworska, która doskonale pobiegła w Birmingham. Między nimi jest rywalizacja, która napędza wyniki. I to mnie bardzo cieszy.

Ile pań walczy o prawo startów?

– Dziesięć. Kiedyś były trzy na dobrym poziomie, czwartą braliśmy na zasadzie uzupełnienia składu. Teraz staram się, żeby w zawodach biegało sześć zawodniczek, żeby w finale wymienić dwie spośród nich na te wypoczęte, bardziej świeże. To zaowocowało w Birmingham.

Ma pan spory komfort

– Komfort i dyskomfort zarazem, bo są nieraz do podjęcia trudne decyzje. Wiadomo, że każda zawodniczka chce startować. Muszę chłodno kalkulować. Do tej pory udawało się poukładać tak sztafetę, że wracaliśmy z medalami albo wysokimi miejscami.

Co to znaczy chłodno kalkulować w sztafecie?

– Brać pod uwagę wszystkie argumenty za i przeciw, wszystkie możliwe scenariusze i rozwiązania. W zasadzie bieg jest rozegrany w mojej głowie już przed zawodami – i to w różnych ustawieniach. Próbuję też wymyślić, co zrobią rywale. Wtedy zapada decyzja, kto biegnie i na jakiej zmianie. Podaję swoje pomysły.

W Birmingham jednym z nich był występ Justyny Święty, naszej najlepszej zawodniczki, na pierwszej zmianie

– W hali wielkie znaczenie ma taktyka. Dużo zależy od tego, na którym miejscu znajduje się sztafeta po pierwszej zmianie. Ciężko jest wyprzedzać, nadrabiać dystans. Wiadomo, że Justyna na ostatniej zmianie jest niezastąpiona, ale gdyby miała stratę kilkudziesięciu metrów, nie byłaby w stanie tego odrobić. Dlatego pobiegła jako pierwsza. Dodatkowo przygotowałem ją na różne scenariusze – co robić po 200 metrach i jak się zachować zajmując określoną pozycję.

Przypomina to partię szachów, a kiedyś wspominał pan, że ważną rolę odgrywa także dyspozycja dnia

– Może nie jednego dnia, ale ostatnich dwóch, trzech dni. Wtedy widać, czy forma rośnie, czy jest coraz lepiej na treningach. Ale bywa też, że zawodnik gaśnie.

Szykuje pan jakąś niespodziankę, kogoś, kto eksploduje nadzwyczajną formą w perspektywie olimpiady?

– Pojawiła się dziewczyna, która wyszła ze sprintu i jest bardzo utalentowana do 400 metrów. To Ania Kiełbasińska, która nie trenuje w naszej grupie i ma jeszcze sporą stratę do najlepszych zawodniczek. Ją trzeba odpowiednio poprowadzić. Liderką jest zdecydowanie Justyna Święty, przygotowana na bardzo mocne bieganie. Pojechała z czwartym wynikiem na mistrzostwa świata i z czwartym wynikiem wróciła. To ścisła czołówka światowa. Pozostałe zawodniczki będą chciały jej dorównać.

Polska królowa sportu jest coraz mocniejsza. Mamy szansę powtórzyć osiągnięcia z olimpiady w Tokio w 1964 roku?

– Zbroimy się na te igrzyska, ale cały świat też to robi. To najważniejsza impreza. Te wszystkie medale mistrzostw świata i Europy oddałbym za jeden brązowy medal igrzysk olimpijskich. Dziewczyny będą startowały w Tokio w optymalnym dla siebie wieku. Wierzą w zdobycie medalu. Dotychczasowe sukcesy utwierdzają je w tym przekonaniu. One wiedzą, jak smakuje zdobycie medalu, jak piękne jest to uczucie. Nasza lekka atletyka jest potęgą w tej chwili, ale mamy wielką konkurencję.

Jaki plan przygotowań założył pan na najbliższe dwa lata, żeby doprowadzić sztafetę do tego upragnionego medalu olimpijskiego w Tokio

– Plan pojawił się zaraz po Rio de Janeiro. Przede wszystkim trzeba dobrze współpracować z trenerami klubowymi, doceniać ich pracę. Część dziewcząt trenuje tylko w klubach. Ostateczny szlif nadajemy na zgrupowaniach kadry.

Jakie cele stawia pan na ten rok?

– Dziewczyny powinny ustanowić rekordy życiowe. Na mistrzostwach Europy w Berlinie, które odbędą się w sierpniu br., liczę na dwa indywidualne miejsca w finale i jedno medalowe oraz złoto w sztafecie.

Wysoko pan mierzy?

– Tak, nie ma innego wyjścia.

Doping dotknął mocno światową lekką atletykę. To przekleństwo i kradzież – medalu, sławy, prestiżu, nagród

– Można policzyć, ile ktoś stracił. Ale sławy nikt nie odda. Na memoriale Kusocińskiego Justyna Święty była druga, przegrała z Ukrainką, którą później zdyskwalifikowano. Doping powinien być karany nawet więzieniem.

Nawiążmy do zbliżających się świąt…

– Święty, święta i po świętach (śmiech)…

Dobrze powiedziane, a wskazówki o przestrzeganiu diety w święta

– Nigdy nie było takich rozmów, ale muszę przyznać, że są jeszcze rezerwy jeśli chodzi o sposób odżywiania zawodniczek. Święta to czas wytchnienia. Po mistrzostwach świata dziewczyny wróciły do domu na dwa dni, potem wyjechały na obóz na trzy tygodnie do RPA, wracają do domu na pięć dni na święta, a potem lecą na trzy tygodnie na Teneryfę. I ja miałbym im jeszcze jakiś reżim narzucić?

A jak pan będzie świętował?

– W rodzinnym gronie. Bardzo się cieszę, że nie muszę nigdzie jechać. Rok temu Wielkanoc spędziłem w USA. Mieliśmy obóz na Florydzie, a potem wyjazd na Bahama na mistrzostwa świata sztafet. Na Teneryfę lecimy 4 kwietnia, tuż po Wielkanocy. I od razu będą bardzo ciężkie treningi.