Dziś trudno sobie wyobrazić, że Mysłowice były kiedyś miejscem, którego nazwa znana była daleko poza Górnym Śląskiem. Przyjeżdżali tutaj turyści, inżynierowie i przemysłowcy, a przez miasto przewijały się tysiące emigrantów wyruszających w poszukiwaniu nowego życia. Mysłowicki węgiel i cynk trafiały daleko poza granice regionu, a położony nieopodal Kąt Trzech Cesarstw stał się jedną z największych atrakcji turystycznych tej części Europy.
Na tę sławę Mysłowice pracowały jednak przez dziesięciolecia.
Tam się mówiło, tutaj się godało
Jednym z największych wyróżników Mysłowic była granica śląsko-polska, której ślady do dziś odnaleźć można w rejonie ulicy Krakowskiej. Miasto rozwinęło się na prawym brzegu Czarnej Przemszy, inaczej niż wiele miejscowości, przez których centrum przepływała rzeka.
Po jednej stronie znajdował się Górny Śląsk i Mysłowice, po drugiej – Modrzejów. Granica nie oznaczała jedynie podziału administracyjnego czy państwowego. Była również granicą kultur, tradycji i języka. Tam się mówiło, tutaj się godało.
Początki drogi do późniejszej sławy nie były jednak łatwe. W 1808 roku, na skutek prowincjonalnego położenia i pruskich reform, Mysłowice utraciły prawa miejskie i zostały zdegradowane do rangi osady targowej. Niżej w administracyjnej hierarchii znajdowała się już tylko wieś.
Ważną postacią dla dalszych losów miejscowości okazał się lekarz i społecznik Jacob Lustig. Dostrzegał możliwości rozwoju Mysłowic, leczył mieszkańców, opisywał historię miasta i angażował się w jego sprawy. W 1862 roku Mysłowice odzyskały prawa miejskie. Zaledwie dwie dekady później zaczęli pojawiać się tutaj pierwsi turyści.
Kawałek Krakowa w Mysłowicach
Historia miasta była związana także z rodem Mieroszewskich. To kolejny z mysłowickich paradoksów – właścicielami miejscowości położonej najpierw w państwie Habsburgów, a później w Prusach byli polscy arystokraci.
Jednym z przedstawicieli rodu był ksiądz Antoni Mieroszewski, doskonale znający Kraków i jego architektoniczny splendor. Gdy został proboszczem w Mysłowicach, zapragnął przenieść część tego świata na Górny Śląsk.
Efektem stał się niezwykle bogaty, barokowy wystrój kościoła mariackiego. W jego wnętrzu znalazły się monumentalne obrazy, epitafia, nastawy ołtarzowe, plafon i dekorowane sklepienia. Przy wystroju pracowali również artyści związani z Krakowem.
W tej świątyni symbolicznie spotykają się historie Śląska i Polski. To właśnie tutaj ochrzczony został późniejszy kardynał August Hlond.
„Jam jest dwór polski”
Ślady polskiej kultury szlacheckiej były w dawnych Mysłowicach widoczne również w architekturze. Drewniane dworki były charakterystyczne przede wszystkim dla ziem polskich, a na Śląsku należały do rzadkości.
Mysłowice stanowiły pod tym względem wyjątek. W dzisiejszym Parku Zamkowym znajdował się dworek Mieroszewskich, natomiast na Słupnej stał dworek Laryszów, a później Sułkowskich.
Historia Mieroszewskich miała jednak również mniej szczęśliwy rozdział. Aleksander Mieroszewski prowadził wystawne życie. Polowania, zabawy, drogie konie i dalekie podróże, między innymi do Egiptu i Paryża, pochłaniały ogromne środki. Rosły długi. Nie pomogła późniejsza zmiana stylu życia ani udział w powstaniu listopadowym.
Ostatecznie Aleksander Mieroszewski musiał sprzedać Mysłowice. Ich właścicielem został niemiecki przemysłowiec Franz von Winckler z Miechowic.
To nie czary, to praca
W historii przemysłowej Mysłowic szczególne miejsce zajmuje Johann Christian Ruberg. Sprowadzono go z Gór Harzu do Wesołej, gdzie miał zwiększyć efektywność produkcji miejscowej huty.
Eksperymentował z technologią wytopu cynku. Opracowany przez niego piec muflowy pozwolił udoskonalić proces produkcyjny i stał się podstawą tzw. śląskiej metody wytopu cynku.
W kolejnych latach w Mysłowicach, na Jęzorze i Niwce zaczęły powstawać huty cynku. Metal znajdował coraz szersze zastosowanie, między innymi przy pokrywaniu dachów, zastępując materiały takie jak słoma. Sztaby cynku transportowano Przemszą, a produkcja trafiała na odległe rynki, nawet do Indii.
Huty potrzebowały jednak ogromnych ilości paliwa. Rozwiązanie znajdowało się pod ziemią – był nim węgiel.
Wkrótce krajobraz Mysłowic i znacznej części Górnego Śląska zaczęły pokrywać pola górnicze.
„Danzig” znaczy Gdańsk
W 1837 roku w jedno z takich pól zainwestowali Aleksander Mieroszewski i Löbel Danziger. Nadano mu nazwę „Danzig”, nawiązującą do Gdańska, do którego mysłowicki węgiel mógł docierać drogą wodną.
W 1866 roku Danziggrube oraz kilka sąsiednich pól górniczych połączono w Myslowitz-Grube – późniejszą Kopalnię Mysłowice.
Zakład zapisał się w historii górnictwa. Jako pierwsza kopalnia na Górnym Śląsku miał przekroczyć granicę miliona ton wydobycia węgla w ciągu roku.
Z Mysłowicami związany był również dyrektor kopalni Otto Fritsch, który rozwinął technologię płynnej podsadzki. Mieszaniną między innymi piasku, żużla i żwiru wypełniano wyeksploatowane wyrobiska. Rozwiązanie umożliwiło prowadzenie eksploatacji pod terenami zabudowanymi.
Mysłowicka kopalnia stała się miejscem, do którego przyjeżdżano po wiedzę. Z rozwiązaniami stosowanymi w mieście zapoznawali się inżynierowie z Niemiec, Francji, Anglii, Rosji, a nawet Chin.
Węgiel rusza w świat
Rozwojowi kopalń i miasta pomogła kolej. W 1846 roku uruchomiono odcinek Wrocław–Mysłowice. W 2026 roku mija 180 lat od tego wydarzenia. Rok później linię przedłużono do Szczakowej, dzięki czemu koleją można było podróżować dalej w kierunku Krakowa.
Tymi samymi torami wyjeżdżał z miasta wysokiej jakości węgiel. Trafiał między innymi do portu w Koźlu, skąd barkami płynął Odrą w stronę Berlina i Szczecina, a następnie dalej.
Kopalnia kształtowała również życie społeczne Mysłowic. Dla robotników powstało osiedle Piasek, a także szkoła, przedszkole czy klub. To w rejonie kopalni w 1919 roku rozegrały się wydarzenia związane z początkiem I powstania śląskiego.
Także w okresie międzywojennym i w czasach PRL kopalnia pozostawała jednym z fundamentów miasta. Przyjeżdżali tutaj pracownicy z innych części Polski. W szczytowym okresie zakład zatrudniał ponad trzy tysiące osób.
Rozwój przemysłu pociągał za sobą rozwój budownictwa mieszkaniowego. W czasach Polski Ludowej powstawały nowe osiedla, a na Ćmoku działała ogromna fabryka domów produkująca prefabrykaty potrzebne do ich budowy.
Rajza cugiem do Mysłowic
Kolej nie tylko wywoziła węgiel. Przywoziła również turystów.
Niemiec, Francuz, Belg czy Polak chcący zobaczyć słynny Kąt Trzech Cesarstw mógł dotrzeć do Mysłowic pociągiem. Podróż przez przemysłową część Górnego Śląska nie zapowiadała turystycznego raju. Od Gliwic, przez Zabrze, Rudę, Świętochłowice, Królewską Hutę i Katowice w krajobrazie dominowały kopalnie, huty i kominy. Nawet wjeżdżając do Mysłowic, podróżny przejeżdżał przez teren kopalni.
Po wyjściu z dworca krajobraz jednak się zmieniał. W stronę Promenady i Trójkąta Trzech Cesarstw dominowała zieleń. Na turystów czekały restauracje, tereny spacerowe i liczne atrakcje.
Przy samym „Trójkącie” zawsze coś się działo. Po Przemszy kursowały stateczki, którymi można było dostać się między innymi do restauracji Wachsnera w Brzezince czy Wowry w Dziećkowicach. Porządku pilnowali funkcjonariusze służb granicznych trzech sąsiadujących państw.
Kładką nad Przemszą można było przejść na Jęzor i napić się węgierskiego wina lub piwa z Okocimia.
Obowiązkowym elementem wizyty było wysłanie pocztówki. Sprzedawano nawet specjalne karty z przygotowanymi znaczkami i stemplami pocztowymi Mysłowic, Szczakowej i Sosnowca. Turysta musiał jedynie wpisać pozdrowienia i adres.
Kartka nadana przy mysłowickim dworcu mogła już następnego dnia znaleźć się w Dreźnie, Monachium, Berlinie czy Brukseli. W ten sposób sława Mysłowic rozchodziła się jeszcze dalej.
Mysłowice – brama do nowego życia
Osobnym rozdziałem historii miasta była emigracja.
Od 1894 roku działało w Mysłowicach biuro emigracyjne prowadzone przez Maxa Weichmanna. Przez miasto przechodziły ogromne fale ludzi z Galicji, ziem ukraińskich czy Bałkanów, którzy wyruszali przede wszystkim do obu Ameryk.
Szacuje się, że przez mysłowicki punkt emigracyjny przewinęło się około 1,5 miliona osób.
Za emigracyjnym biznesem kryły się jednak również dramaty. Siecią agentów zajmujących się pozyskiwaniem emigrantów kierował między innymi Samuel Lubelski. Dochodziło do nadużyć, a część oszukanych młodych kobiet miała trafiać do domów publicznych w Buenos Aires. Sprawa zakończyła się skandalem i procesem, w którym Lubelski został skazany na karę więzienia.
Inny charakter miała emigracja sezonowa. Berlińskie biuro rolne organizowało wyjazdy ubogich polskich robotników do pracy w Niemczech. Wielu z nich trafiało do Saksonii. To właśnie z tym kierunkiem wyjazdów wiązane jest popularne do dziś określenie „jechać na saksy”.
Kolejna fala migracji przyszła po I wojnie światowej. Francja i Belgia potrzebowały pracowników do swoich kopalń i hut. Po 1922 roku wyższe zarobki zachęcały Polaków do wyjazdu na Zachód. Niektórzy pozostawali tam na stałe, inni po latach wracali.
Zdobyte doświadczenie wykorzystywali później w odbudowywanym po II wojnie światowej przemyśle. Osiedlali się między innymi w Gliwicach, Zabrzu, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej czy Będzinie.
Miasto na skrzyżowaniu światów
Historia Mysłowic pokazuje, że znaczenie miasta nie wynikało z jednego wydarzenia. Złożyły się na nie wyjątkowe położenie geograficzne, granica państwowa, kolej, przemysł, górnictwo, migracje oraz przenikanie kultur.
Tutaj spotykały się Śląsk i Polska, światy niemiecki, polski i austro-węgierski, przemysł i turystyka, bogactwo właścicieli ziemskich i ciężka praca tysięcy robotników.
Mysłowicki węgiel jechał w świat, cynk trafiał na odległe rynki, do kopalni przyjeżdżali zagraniczni inżynierowie, nad Przemszą spacerowali turyści, a na dworcu tysiące ludzi rozpoczynało podróż, która miała odmienić ich życie.
Był czas, kiedy aby być sławnym, wystarczyło być jak Mysłowice.
źródło: Muzeum Miasta Mysłowice



























