fot. Michał Gandyk

Od lat w naszym mieście z okazji Dnia Dziecka odbywa się konkurs „Zostań prezydentem Mysłowic”. W tym roku, z okazji 100-lecia wybuchu pierwszego powstania śląskiego, uczniowie mysłowickich szkół mieli za zadanie wcielić się w powstańczego reportera i w wybranej przez siebie formie zrelacjonować wydarzenia sprzed 100 lat. Konkurs wygrała i w rolę prezydenta Mysłowic na jeden dzień wcieliła się Lidia Jeż, uczennica Szkoły Podstawowej nr 1. Publikujemy jej zwycięski reportaż.

Lidia Jeż – klasa VIII b
Szkoła Podstawowa nr 1 w Mysłowicach

Kurier Powstańczy – reportaż z powstania śląskiego

Mam na imię Lidia i jestem początkującą, ale ambitną dziennikarką „Mysłowickich Wieści”. 30 kwietnia b.r. po porannej odprawie wszystkich dziennikarzy redaktor naczelny wezwał mnie do siebie i bez zbędnego wstępu zakomunikował:
– Napiszesz reportaż z I powstania śląskiego. Jak wiesz w tym roku mamy 100-lecie wybuchu powstania i trzeba uczcić pamięć o uczestnikach tych wydarzeń. – Co ty na to? – rzucił.
– Oczywiście, szefie – odpowiedziałam. – Biorę się do pracy natychmiast.
Po chwili zagłębiłam się w lekturze publikacji internetowych na temat wydarzeń tamtych dni w Mysłowicach. Materiałów na ten temat nie brakowało. Po zastanowieniu się postanowiłam znaleźć coś co nie było ogólnie dostępne.
Po przedłużonym weekendzie majowym udałam się do Biblioteki Miejskiej. Opłaciła się ta wyprawa. W dziale historycznym natknęłam się na rękopis – reportaż z sierpnia 1919 roku. Z treści tego reportażu mającego formę pamiętnika, dowiedziałam się, że autorką jest pewna młoda dziennikarka o imieniu Anna. Reportaż ten był przez nią przygotowywany dla ówczesnej gazety Myslowitzer Anzeiger (Mysłowicki Reporter). Nie udało mi się znaleźć tego reportażu w internecie, bowiem nie został on nigdy opublikowany.
Dziennikarka, młoda Polka, relacjonowała wydarzenia jakie zaistniały w naszym mieście na kilka godzin przed wybuchem I powstania śląskiego oraz w ciągu pierwszych dni jego trwania, nie wiedząc w jak ważnym wydarzeniu uczestniczy.
Oto zapis tamtych wydarzeń widziany oczami tajemniczej Anny pochodzący z nieco wyblakłych kartek pamiętnika.

Piątek, 15 sierpnia 1919 r.

Dwa tygodnie temu zatrudniłam się w Myslowitzer Anzeiger, w mysłowickiej niemieckojęzycznej gazecie, która ukazuje się trzy razy w tygodniu. W tej gazecie ukazują się wiadomości dotyczące wydarzeń politycznych oraz ciekawe informacje na temat różnych dziedzin życia miejskiego.
Akurat przygotowywałam notatkę na temat zaplanowanego na niedzielę 17 sierpnia przedstawienia teatralnego w sali hotelu Grunwald, nazywanego Teatrem Mysłowickim, kiedy przywołał mnie do siebie główny redaktor gazety.
– Anno udasz się pod kopalnię Mysłowice, zrobisz notatkę do jutrzejszego wydania. Jest tam jakiś protest robotników. Dowiedz się o co tam chodzi. – wyrecytował.
– Już idę, panie redaktorze. – odpowiedziałam i czym prędzej pobiegłam do pokoju stażystów, by zabrać notatnik i ołówek.
Zbliżała się godzina 12 kiedy dotarłam w pobliże bramy wejściowej kopalni Mysłowice. Prze wejściem zgromadziły się tłumy górników, ich żon, matek i dzieci. Nikt nie mógł wejść na teren kopalni, bo ta była obstawiona przez wojsko – oddziały Grenzschutzu.
– Co tu się dzieje? – spytałam pierwszego napotkanego robotnika.
– Przyszliśmy o 9 po wypłatę, ale nas przepędzono i kazano przyjść o godzinie 13, no to jesteśmy, ale gadają, że przyszliśmy na próżno, wypłaty nie będzie.
W tłumie słychać było podniesione głosy rozgoryczonych robotników oraz płacz ich żon oraz dzieci. Zniecierpliwieni i bezradni ludzie zaczęli się tłoczyć coraz bliżej bramy wejściowej do kopalni i pod naporem tego tłumu brama została sforsowana.
Nagle usłyszałam strzały karabinowe dochodzące z dziedzińca kopalni, a równocześnie przeraźliwy krzyk ludzi będących najbliżej bramy. To Grenzschutz otworzył ogień do robotników.
Słysząc płacz, krzyki i kolejne strzały, przerażona uciekłam w kierunku ulicy Beuthner Strasse. Po kilkunastu minutach, kiedy strzały ucichły a tłum się znacznie przerzedził, wiedziona ciekawością i dziennikarskim obowiązkiem, wróciłam na miejsce tych tragicznych wydarzeń.
Od znajomego z widzenia robotnika dowiedziałam się, że ten brutalny atak na polskich robotników spowodował śmierć kilku robotników oraz nieletnich Jana Ścierskiego i Marty Urbaniak. Ci młodociani przyszli po wypłatę w imieniu swoich chorych ojców. Zamiast otrzymać wynagrodzenie, stracili życie.
Zdezorientowana i wystraszona wróciłam do redakcji. Tam wszyscy już znali prawdę, zarówno Polacy jak i Niemcy pracujący w redakcji byli ogromnie przerażeni. Nikt nie wiedział co może wydarzyć się następnego dnia.
– Jest niebezpiecznie, ale robić swoje musicie – cicho powiedział redaktor. – Twój artykuł, Anno, musi poczekać. Nie możemy na razie go drukować. Zajmij się przedstawieniem teatralnym w niedzielę i przygotuj relację z tego wydarzenia na poniedziałek.
Rozumiałam jego decyzję. W aktualnej sytuacji miałam już wolne. Spektakl w teatrze zaczynał się o 17 w niedzielę.

Sobota, 16 sierpnia 1919 r.

Nie bez obawy o swoje bezpieczeństwo wyszłam z domu, aby sprawdzić co się dzieje. Wśród spotkanych znajomych rodaków widać było na twarzach ból, smutek i przerażenie. Do tego dochodził strach przed tym, co może nastąpić w najbliższym czasie. Od rana na ulicach miasta widać było liczne patrole policji i wojska, a z oddali dochodziły odgłosy wystrzałów. Spotkani znajomi przekazali mi, że żołnierze Grenzschutzu dokonują aresztowań wśród Polaków, przeprowadzają rewizje w domach oraz likwidują wszelkie oznaki polskości w mieście. Wróciłam do domu. Na ulicach było zbyt niebezpiecznie.

Niedziela, 17 sierpnia 1919 r.

Po źle przespanej nocy usadowiłam się w oknie mojego mieszkania na drugim piętrze w kamienicy przy ulicy Neue Kirchstrasse. Doskonale widziałam poruszające się w okolicy patrole wojska, a na końcu ulicy po lewej stronie przy moście modrzejowskim nad Czarną Przemszą duży oddział Grenzschutzu i wóz pancerny. Po godzinie 16 udałam się do Hotelu Grunwald na spektakl teatralny, którego dyrekcja teatru, mimo trudnej sytuacji w mieście, nie odwołała. Sala teatru zawsze była wypełniona po brzegi i tym razem przed wejściem również zgromadziło się wielu mysłowiczan. Spektakl rozpoczął się punktualnie. Jednak nie było nam dane go obejrzeć do końca. Po kwadransie od podniesienia kurtyny drzwi sali widowiskowej zostały gwałtownie otwarte i na salę wdarło się kilkudziesięciu żołnierzy Grenzschutzu. Bezpardonowo przerwano spektakl, a widzów wyrzucono na ulicę. Wiedziałam, że znowu mojej relacji, tym razem relacji z tego „kulturalnego” wydarzenia, podobnie jak z wydarzeń spod kopalni Mysłowice z piątku, mój redaktor nie wydrukuje.
Bałam się okropnie, uciekłam do mojego mieszkania. Mimo wszystko, napisałam relację – notatkę z przerwanego spektaklu teatralnego, a następnie zasnęłam.
Obudziło mnie zdecydowane stukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek, dochodziła godzina 4, było jeszcze ciemno. Wystraszona zbliżyłam się do drzwi, myślałam że za nimi stoją żołnierze Grenzschutzu i za chwilę mnie aresztują. Na szczęście zza drzwi dobiegło:
– Aniu otwórz, to ja Adam.
Otworzyłam drzwi. Adama znałam z redakcji, to był kolega redaktor z pionu międzynarodowego.
– Co się dzieje? – ledwie wykrztusiłam nadal wystraszona.
– Aniu, zaczęło się, jest zbrojny zryw wolnościowy. – szybko i nerwowo wyrzucił z siebie Adam.
– O czym ty mówisz? – z niedowierzaniem zapytałam.
– Ze Wzgórza Maasego zbliża się duży oddział powstańców, tym razem kwatera Grenzschutzu zostanie zdobyta. Mam sprawdzone informacje.— niemal krzyczał podekscytowany kolega.
Chciałam wierzyć w to co mówił Adam, ale wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Wszystkim w mieście było już wiadomo, że w wczoraj po południu zginął Rudolf Borzucki przy nieudanej próbie wysadzenia siedziby policji i Grenzschutzu przy ulicy Bahnhofstrasse i Niemcy w takiej sytuacji podwoją straże w strategicznych punktach miasta.

Poniedziałek, 18 sierpnia 1919 r.

Na ulicach nadal jest niebezpiecznie, są one kontrolowane przez liczne patrole policji i żołnierzy Grenzschutzu. Na miastem krążą samoloty, a z wieży szybowej kopalni Mysłowice co chwilę widać smugi pocisków wystrzeliwanych z karabinu maszynowego. W oddali słychać huk dział. Miasto przypomina gród warowny, zablokowana jest linia kolejowa i przerwana łączność telefoniczna. Adam postanowił pójść do powstańców i rozeznać sytuację. Mnie kazał czekać w domu. Strach i tak mnie paraliżował, więc nie zamierzałam nigdzie się ruszać.

Wtorek, 19 sierpnia 1919 r.

Adam przyszedł do mnie wcześnie rano i przekazał mi, że powstańcy stanowią dość liczną grupę, ale mają mało broni.
– Ale duch walki wśród tych chłopaków pozwala wierzyć w zwycięstwo – mówił podekscytowany.

Nadal było słychać wystrzały, a patroli było więcej niż poprzedniego dnia. Około godziny 8 usłyszałam krzyki i strzały dochodzące od strony Czarnej Przemszy. Z mojego okna na drugim piętrze było widać most modrzejowski, a na nim atakującą grupę ochotników z Modrzejowa i Niwki. Atak niestety został odparty przez Niemców, a dowódca atakujących porucznik Laskowski, jak się później dowiedziałam, został zastrzelony.
Adam mimo zagrożenia nadal biegał po mieście i zbierał informacje o walkach. Od niego dowiedziałam się, że powstańcy zestrzelili jeden z samolotów niemieckich, który spadł na łąkę w rejonie Klachowca oraz że w rejonie dworca zniszczono jeden z niemieckich samochodów pancernych.
Po południu Adam jak zwykle poszedł zbierać informacje.
Środa, 20 sierpnia 1919 r.

Minęła godzina 9, a Adama nadal nie ma. Zaczęłam się niepokoić. Postanowiłam wyjść na miasto i dowiedzieć się coś o Adamie. Jak wrócę to opiszę to co zobaczyłam i czego się dowiedziałam.

Tutaj urywa się relacja tajemniczej reporterki Anny, która niezamierzenie stała się powstańczym korespondentem. Niestety nie wiemy co się z nią stało, nie znamy też losów jej kolegi Adama. Zapis tamtych dni widziany oczami Anny nie został opublikowany. Dobrze się stało, że ktoś zachował znalezione w domu Anny te ważne zapiski. Warto więc dokonać publikacji tego materiału teraz, w setną rocznicę powstania tego dokumentu.

Z kart historii wiemy, że właśnie 20 sierpnia siły niemieckie przystąpiły do zmasowanego ataku na pozycje powstańcze. Zwiększone siły Grenzschutzu wspierane przez pociąg pancerny z Katowic i wozy pancerne zaopatrzone w karabiny maszynowe doprowadziły do rozproszenia oddziałów powstańczych. Przy pomocy dział artyleryjskich siłom niemieckim udało się zlikwidować ostatni punkt obrony na wieży Bismarcka.
To był właściwie koniec walk powstańczych I-go powstania śląskiego na terenie naszego miasta i okolic, a zarazem początek represji i prześladowań ludności polskojęzycznej. Wprowadzono zakaz urządzania zgromadzeń publicznych, utrzymano godzinę policyjną.
Kilkuset osobowa grupa powstańców znalazła schronienie na terenie Sosnowca i Jęzora. Ci, którzy zostali w mieście poddawani byli represji ze strony wojska i policji.
Na podstawie przepisów o stanie wyjątkowym rozstrzelano na dziedzińcu kopalni dwóch górników – Jana Gracę i Franciszka Magdziorza, a na Rynku – powstańców Wiktora Czaję i Franciszka Bednorza.
Ostateczne zakończenie walk w sąsiednich powiatach ogłoszono 24 sierpnia 1919 r.

Dopiero 10 stycznia 1920 roku po ratyfikowaniu Traktatu Wersalskiego z również Mysłowic zostały wycofane wojska niemieckie, a ich miejsce zajęły oddziały francuskie, które pełniły funkcję wojsk rozjemczych do czasu przeprowadzenia Plebiscytu wśród mieszkańców Górnego Śląska. Wyniki plebiscytu miały zdecydować o przyszłości tych ziem.

Teraz pozwolę sobie zaprezentować na tych łamach historyczne miejsca z I powstania śląskiego w przestrzeni dzisiejszego miasta Mysłowice. Najpierw podam aktualne nazwy ulic i miejsc wymienionych przez tajemniczą Annę.

Beuthner Strasse – obecnie ulica Bytomska,
Neue Kirchstrasse – obecnie ulica Krakowska,
Bahnhofstrasse – obecnie ulica Powstańców,
Wzgórze Maasego – wzgórze przy ulicy Chopina.

Wzgórze Maasego – wzgórze przy ulicy Chopina

 

Most Modrzejowski

 

Widoczny na fotografii wiadukt (Most Niepodległości) znajduje się ciągu drogi krajowej nr 79 (ul. Krakowska) i został oddany do użytku w 2006 roku. Stary most znajdował się po prawej stronie tego istniejącego i znajdował się kilka metrów niżej od obecnego

Wygląd Wieży Bismarcka

 

Wieża Bismarcka została zburzona w 1937 roku. Dziś w tym miejscu, w lasku stoi obelisk upamiętniający istnienie wieży

 

Wieżowce w rejonie ulicy Wyspiańskiego, sto lat temu była tutaj łąka na którą spadł niemiecki samolot zestrzelony przez powstańców

 

Tablica przy Rynku upamiętniająca rozstrzelanych powstańców Wiktora Czaję i Franciszka Bednorza

 

Baner przy ul. Powstańców pokazujący dziedziniec kopalni Mysłowice z 1919 roku

 

Widok bramy wjazdowej i fragmentu dziedzińca od strony ul. Bytomskiej

 

Pozostałości cokołu, na którym umieszczona była tablica upamiętniająca tych, którzy stracili życie 15 i 20 sierpnia 1919 roku. Plac przed budynkiem dyrekcji byłej kopalni Mysłowice przy ul. Bytomskiej

 

Każdy Mysłowiczanin przechodząc obok tych historycznych miejsc powinien zatrzymać się i choć przez chwilę pomyśleć o tych, którzy walczyli o polskość Śląska. To dzięki nim jest tutaj Polska, to tutaj jest Polski Śląsk, to tutaj bez obawy o wolność i życie możemy używać języka ojczystego, tak polskiego jak i gwary śląskiej. Każdy powinien dbać o dziedzictwo narodowe.