fot. Danuta Sowa

Babski comber to zabawa znana w naszym mieście od wielu lat. Organizowana jest co roku na zakończenie karnawału w klubach, stowarzyszeniach, restauracjach, pubach. Najważniejsze, że na tej imprezie bawią się same kobiety. Mężczyznom na babski comber wstęp jest wzbroniony, no chyba że w damskim przebraniu (nie do poznania oczywiście). Jedynym wyjątkiem od reguły jest muzyk, bo ktoś musi grać, gdy panie się bawią.

Babski comber corocznie od ponad 20 lat organizowany jest na Laryszu i cieszy się powodzeniem, bo na zabawę do Lari przyjeżdżają panie z różnych dzielnic miasta.

– Combry organizowane są w naszej dzielnicy od niepamiętnych lat – wspomina Iwona Bittner, jedna z uczestniczek i współorganizatorek zabawy. – Najpierw bawiliśmy się w szkole, za czasów dawnej pani dyrektor, potem zaczęliśmy, jako rada dzielnicy, wraz ze szkołą organizować w Lari więcej miejsca na zabawę.

Każdego roku pani Iwona prezentuje się w innym stroju.

– Sama go wymyślam i to na długo przed zabawą. Robię strój z tego, co jest w domu, skomponuję, pospinam, pozszywam i zawsze coś tam z tego wyjdzie – mówi.

Trzeba dodać, że z tego komponowania i podpinania wyszedł w tym roku dość pomysłowy, a nawet ekstrawagancki strój „lumpa” szukającego domu. Rekwizytem dodatkowym do stroju był oczywiście tradycyjny wózek, na którym takie osobniki wożą swój „dorobek życia”.

Edyta Szyja, wicedyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3 na Laryszu, bawi się na combrze od lat, czasem z siostrą i mamą, tym razem bez rodziny, ale z koleżankami ze szkoły.

– Jest to już mój kolejny comber, nawet nie policzę który – mówi pani Edyta. – Zawsze jednak długo wspominam zabawę. Pogadamy, potańczymy w babskim gronie.

Swoją „ekipę sprzątającą” zebrała Anna Kuźnik, która na babski comber na Laryszu przychodzi już szósty raz.

– Tym razem jesteśmy przebrane za sprzątaczki, czyli za całą ekipę gotową do pracy… albo jak kto woli – bardziej do zabawy – śmieje się.

Po raz 10. bawiła się też ekipa nauczycielek z Morgów i Larysza. Stroje pań na laryskim combrze były fantastyczne: czarne anioły, hinduski, dzieweczki z wiankami, baletnice, krasnale… Czego tam nie było! Liczył się pomysł na dobrą zabawę.

Do tańca przygrywał DJ Dawid, a na parkiecie bawiło się ponad 70 osób. Dobra zabawa, dobra muzyka, świetne jedzenie, nie trzeba było paniom wiele – przede wszystkim dobry humor i wymyślony strój, a do tego grono wspaniałych przyjaciół. Mysłowiczanki bawiły się do późnych godzin nocnych, a panowie… no cóż, czekali na nie, opiekując się w tym czasie mniejszymi lub większymi latoroślami i domem, bo taki jest sens babskich combrów.

Tekst i foto: Danuta Sowa