Ponad połowa pożarów, do których wyjechali w tym roku mysłowiccy strażacy, to pożary traw. Część z nich jest wzniecana celowo. Pomimo dotkliwych kar i przytłaczających argumentów ciągle znajdują się podpalacze. W związku z wyjątkowo suchą wiosną bardzo łatwo też o przypadkowy pożar. 

Od początku marca do 25 kwietnia w Mysłowicach strażacy gasili płonące trawy aż 57 razy. Więcej niż raz dziennie. To często kosztowne akcje. Pożar traw 22 kwietnia przy trasie S1 zaangażował sześć zastępów straży pożarnej, które zużyły 60 m³ wody. Przez trzy godziny paliły się nieużytki i dzikie wysypisko. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale spłonęło około 4 ha nieużytków i śmieci, w tym opon. 

– Mówi się, że jest sucho jak pieprz, ale to nieprawda, bo pieprz ma 10% wilgotności, a pojawia się informacja, że obecna wilgotność ściółki to nawet 8%  – mówi mł. bryg. Wojciech Chojnowski z mysłowickiej straży pożarnej.

Głównym winowajcą jest oczywiście pogoda, bo 23 kwietnia padł w naszym kraju złowrogi rekord – 363 pożary lasów w ciągu jednego dnia, podczas gdy jeszcze kilka dni wcześniej było to średnio 100 pożarów dziennie. Tym bardziej istotna jest edukacja. W ramach kampanii „Stop pożarom traw” pod tym adresem stworzona została strona, na którą warto zajrzeć. 

– Kolejny raz apelujemy o rozwagę i zwracamy uwagę, że nawet niewielki niedopałek może doprowadzić do tragedii. Gdy ogniowi towarzyszy wiatr, to takie pożary są jeszcze bardziej nieprzewidywalne. Potrafią natychmiast zmienić swój kierunek, jak miało to ostatnio miejsce w przypadku pożaru przy ul. Orzeszkowej, gdzie ogień obszedł dookoła działkę, zapaliły się drzewa i przydomowa altana – dodaje Wojciech Chojnowski.

Strażacy w całej Polsce czekają na deszcz, który ma przyjść jutro. Tymczasem przychylamy się do ich apelu i prosimy o wyjątkową rozwagę. 

Tekst: Bogumił Stoksik