Grupa pracowników traktowana jako elitarna. Idą tam gdzie coś się dzieje, gdy pozostała część załogi zostaje wycofywana. Od dziewięciu dni śledzimy ich działania podczas akcji ratowniczej w kopalni Mysłowice-Wesoła. Postęp w posuwaniu się do przodu, zatrzymanie, wycofywanie i znowu powrót. Czy jednak właśnie z tego składa się codzienność zadań ratowników górniczych. Pytamy Dariusza Poleszaka, kierownika stacji ratownicwa górniczego w KWK Mysłowice-Wesoła.
– Teraz jest akcja, sytuacja wyjątkowa. Natomiast codzienność ratowników to wykonywanie prac profilaktycznych, mających zapobiegać różnym zagrożeniom, jakie występują w kopalni – pożarom, w tym m.in. W ramach profilaktyki przeciwpożarowej mieści się wprowadzanie mieszanki wodnej z pyłami dymnicowymi, lub podsadzki do zrobów ścian, nieczynnych i likwidowanych wyrobisk, w celu profilaktyki przeciwpożarowej. Ratownicy zapobiegają zalaniom, wystapieniem tąpań.Ponadto kontrolują skład atmosfery kopalnianej, pracę urządzeń wentylacyjnych, uszczelniają tamy wentylacyjne.
– Ilu was w sumie jest?
– W naszej kopalni, na dzień dzisiejszy stan ogólny drużyny ratowniczej to 235 osób, w tym 221 ratowników
– Wszyscy przez cały czas w pełnej gotowości?
– Obecnie tak.Ale my nie jestesmy ratownikami medycznymi, którzy wyruszają, gdy już wiadomo, że są niezbędni w konkretnym miejscu i czasie. Wykonujemy te inne zajęcia Na październik, było ich przewidzianych kilkaset w różnych rejonach kopalni.
– Wszyscy zatrudnieni przez stację ratownictwa?
– Licząc z kierownictwem, stacja zatrudnia około 160 osób. Pozostali to tak zwani „dochodzący”, czyli pracownicy z przeszkoleniem ratowniczym, ale na codzień pracujący w różnych oddziałach kopalni. Dzięki temu mamy specjalistów od wszystkich zadań, jakie mogą wystapić – górników, ślusarzy, elektryków, mechaników, operatorów sprzętu… To daje nam pełny przekrój specjalności.
Na codzień robią coś innego. Gdy coś się stanie są wzywani do akcji, dołączają do zastępów.
– Ile osób jest w zastępie?
– Pięć.
– Dokładnie? Nie może być mniej, lub więcej?
– Podczas akcji zawsze pięć. I gdyby okazało sie, że coś się stanie jednemu z członków zastępu – cały zastęp jest wycofywany.
– A przy pracach profilaktycznych?
– Różnie, zależnie od potrzeb.
– Czy łatwo zostać ratownikiem?
– Nie. Kryterium formalne – rok zatrudnienia pod ziemią. Badania lekarskie przeprowadzane w Bytomiu. Na dziesięciu kandydatów przechodzi jeden, dobrze jeśli dwóch. Nastepnie kandydat na ratownika jest kierowany na kurs – w naszym wypadku w Okręgowej Stacji Ratownicwa Górniczego w Jaworznie. Kurs kończy się egzaminem z wiedzy i umiejętności. I dopiero potemkierownik ruchu zakładu górniczego powołuje taką osobę do drużyny ratowniczej. To już zależy od potrzeb. A potem są szkolenia, ćwiczenia i – co roku – specjalistyczne badania w osrodku przy CSRG w Bytomiu.
– Trudne
– Do przejścia. Natomiast codzienną uciążliwością, jeśli można to tak nazwać, jest poczucie, że ratownik – nawet jeśli wykonuje inne zadania – przez cały czas musi być gotowy na wezwanie, na udział w akcji.
fot. KHW / T.Rozynek