Piękne dekoracje, zapach grzanego wina i pierników, ręcznie robione ozdoby i wspólne kolędowanie. W Laryszu dało się poczuć klimat i atmosferę zbliżających się świąt. W minioną niedzielę laryski „Plac na Winklu” zapełnił się świątecznymi straganami i zmienił w jarmark świąteczny z prawdziwego zdarzenia.
– Kosztowało nas to dużo pracy. Stowarzyszenie nie ma wielu członków, więc pracy było więcej. – mówi Lidia Cieplok ze stowarzyszenia Progres.
– Skupia i zbliża to ludzi do siebie. Zawsze można wyjść z rodziną na spacer, coś kupić. Myślę że takie jarmarki to fajny sposób zbliżania ludzi do siebie. – mówi Iwona Bittner ze stowarzyszenia Progres.
Od rana „Plac na Winklu” rozbrzmiewał świątecznymi melodiami i z godziny na godzinę zapełniał się odwiedzającymi, którzy przybywali w poszukiwaniu świątecznych wyrobów. Wielu gości właśnie na jarmarku poczyniło ostatnie przedświąteczne przygotowania.
– Jarmark był reklamowany, chciałam zobaczyć czy warto było przyjść i faktycznie warto. Zrobiłam przedświąteczne zakupy. To są już moje ostatnie, przedświąteczne przygotowania. – mówi Anna Łukowicz.
Na straganach nie zabrakło świątecznych ozdób wykonanych przez lokalnych przedsiębiorców, szkoły czy stowarzyszenia. Jak mówili goście, to jeden z najciekawszych aspektów jarmarku.
– Powiedziałabym, że najciekawsze jest rękodzieło, które jest tutaj wystawiane i rzeczy zrobione przez dzieci. – mówi pani Iwona.
Organizatorami świątecznego jarmarku było stowarzyszenie „Progres” oraz Rada Osiedla Larysz Hajdowizna przy pomocy Mysłowickiego Ośrodka Kultury. Jak mówią pracy było dużo, ale trud się opłacił a w głowach mają już kolejne ciekawe pomysły. W tym roku zaprezentowano tam tradycyjny, śląski goik, który może być alternatywą dla tych, którym szkoda jest wycinania zielonych drzewek z lasu.
– Nasza ciekawostką jest „Świetliste Berło”, goik, które od XVII w. było w naszych śląskich domach. Próbujemy go z powrotem odkurzyć. Goik jest zbudowany z drzewa, przygotował go stolarz, natomiast elementy, jakimi jest ozdobiony to inwencja twórcza każdego. Kiedyś wieszało się na nim cukierki, zimowe jabłka, było raczej skromnie. W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo możliwości. – wyjaśnia Eugeniusz Starzak ze stowarzyszenia Progres.
Jarmark na Placu na Winklu to stosunkowo młode przedsięwzięcie, ale już na dobre wpisało się w krajobraz Larysza. Za każdym razem ściąga mieszkańców nie tylko południowych dzielnic.
– Mieszkańcy to zaakceptowali i są zadowoleni, że coś się tutaj dzieje, że coś dla nich robimy. I nie tylko dla nich, ale dla wszystkich gości, którzy się tutaj pojawiają. – mówi Maria Musioł.
Jarmarki bożonarodzeniowe to atrakcja sama w sobie – nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Wywodzą się z krajów niemieckojęzycznych, początkowo trwały krótko i można było na nich kupić wszystko to, co najpotrzebniejsze na nadchodzące święta. Nie inaczej było na „Placu na Winklu”.