„Jestem mordercą” to kolejne podejście reżysera Macieja Pieprzycy do tematu Wampira z Zagłębia. Już jesienią na ekrany kin ma wejść film, którego mroczna akcja toczy się w latach 70. XX wieku, w charakterystycznej, industrialnej przestrzeni naszego regionu tamtych lat. Sceny do filmu powstawały m.in. w Mysłowicach, na terenie byłej kopalni węgla kamiennego „Mysłowice”.
– Ta historia Wampira z Zagłębia jest niezwykłą historią, która w jakiś sposób dużo mówi o tamtych czasach, dużo o ludziach, pewnych mechanizmach, o tym że w ustroju totalitarnym ludzie różnie funkcjonują. To było dla mnie najważniejsze pisząc scenariusz, wracając do tej historii – mówi reżyser Maciej Pieprzyca.
„Jestem mordercą” to film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z początku lat 70. Głównym bohaterem jest młody milicjant, który po niepowodzeniu dotychczasowego śledztwa, zostaje szefem grupy dochodzeniowej mającej złapać seryjnego zabójcę kobiet. Sprawa Wampira z Zagłębia swego czasu wstrząsnęła regionem. Za seryjnego mordercę uznany został Zdzisław Marchwicki, który po kontrowersyjnym procesie został skazany na karę śmierci za zabójstwo czternastu kobiet i usiłowanie zabójstwa kolejnych siedmiu. Jedną z jego ofiar była bratanica samego I sekretarza Edwarda Gierka.
W filmie zobaczymy m.in. Magdalenę Popławską, Arkadiusza Jakubika, czy Piotra Adamczyka. W główną rolę ambitnego milicjanta wciela się aktor Mirosław Haniszewski.
– To są takie historie, do których się niezbyt chętnie wraca, są mocne, ciężkie. Wczoraj np. kręciliśmy scenę w areszcie śledczym w Katowicach, gdzie w garażu były wykonywane wyroki śmierci, m.in. wyrok na Marchwickim. Ale my się od tego trochę odklejamy, tutaj głównym bohaterem jest porucznik Jasiński – mówi Mirosław Haniszewski
We wtorek filmową ekipę można było spotkać w katowickim Nikiszowcu, ale również w Mysłowicach. Zdjęcia były nagrywane w królikarni w Morgach oraz na poprzemysłowym terenie nieczynnej już KWK „Mysłowice”.
– Objeździliśmy trochę i takich malowniczych terenów jest coraz mniej. A właściwie już ich nikt nie ma. Jest to historia z lat 70. XX w. i znalezienie takiego industrialnego, śląskiego pejzażu bez banerów i anten satelitarnych jest coraz trudniejsze. Dlatego cieszę się, że znaleźliśmy taki kawałek tego regionu przy kopalni „Mysłowice” – mówi Pieprzyca.
To właśnie na tle niegdyś potężnego zakładu pracy była nagrywana jedna z pierwszych scen filmu, która już na wstępie dzieła ma oddać charakter przemysłowego Śląska tamtych lat.
– Pomogło to, że wiedziałem gdzie szukać. A musze powiedzieć, że szukaliśmy w kilku miejscach, ale ten teren kopalni „Mysłowice”, czy w jej pobliżu jest mi szczególnie bliski, raz przez to że mieszkałem w Mysłowicach przez kilka lat, a dwa że na terenie tej kopalni w roku 2005 nakręciłem zdjęcia do filmu „Barbórka” – dodaje reżyser.
Film z pewnością nie będzie produkcją dla widzów o słabszych nerwach. Psychologiczny thriller Pieprzycy będzie można zobaczyć już w październiku tego roku. Wybierzecie się do kin?