fot. WPR

W poniedziałek (8 października) ratownicy medyczni zostali wezwani do nieprzytomnego, oddychającego mężczyzny, leżącego na chodniku. Po tym, jak przyjechali na Wielką Skotnicę w Mysłowicach, jeden z nich sam potrzebował pomocy. Ratownik, który od 16 lat pracuje w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach, został zaatakowany przez mężczyzn, którzy wcześniej mieli pobić poszkodowanego, do którego przyjechała karetka.

Pojechaliśmy na ul. Wielkiej Skotnicy. Na chodniku leżał 30-letni mężczyzna. Był pobity. Obok stało trzech facetów, mniej więcej w takim wieku, jak ten, do którego przyjechaliśmy. Okazało się, że to oni wezwali pogotowie i to oni… pobili swojego znajomego – relacjonuje poszkodowany ratownik medyczny

Domniemani sprawcy pobicia zaczęli przedrzeźniać ratowników udzielających pomocy medycznej. Gdy ratownik wyciągał z ambulansu nosze, jeden z trójki mężczyzn opluł go i zaczął wyzywać. Następnie kolejny z napastników uderzył go pięścią w głowę. Trzeci z nich celnie rzucił w ratownika butelką z piwem.

Przez moment szukałem rozbitej butelki, żeby się mieć czym bronić, bo zakładałem, że na paru ciosach się nie skończy – zwierza się pobity ratownik

Na szczęście eskalacji agresji nie było. Wezwana policja szybko spacyfikowała agresorów. Pobitych przez nich – pacjenta, do którego jechał zespół i ratownika – karetka przewiozła do Szpitala Miejskiego nr 2 w Mysłowicach. Ratownika poddano diagnostyce obrazowej. We wtorek rano opuścił szpital. Pacjent, po którego przyjechali ratownicy medyczni, doznał urazu głowy i kręgosłupa, miał wstrząśnienie mózgu.

Gdy poszkodowany ratownik medyczny był badany w szpitalu, drugi członek Zespołu Ratownictwa Medycznego przedstawiał policji przebieg wydarzeń.

Oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach nie może jeszcze podać, czy prokuratura wystąpi do sądu z wnioskiem o aresztowanie napastników, bo „trwają jeszcze czynności”. Wydarzenie w Mysłowicach było kolejnym w ostatnim czasie przejawem agresji wobec ratownika z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach – mówi Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach

Sprawcy napadu na ratownika medycznego będą musieli liczyć się z prawnymi konsekwencjami. Ratownik medyczny podczas wykonywania swoje pracy ma taką samą ochronę prawną, jak policjant. Jest funkcjonariuszem publicznym. Za naruszenie jego nietykalności cielesnej grozi kara więzienia do 3 lat.

Oczekuję, że sprawcy napaści na naszego ratownika nie zostaną potraktowani przez sąd łagodnie. Potencjalni agresorzy muszą mieć świadomość, nawet gdy są pijani, że na ratownika medycznego, tak jak na policjanta, nie można podnosić ręki, bo za to idzie się do więzienia i to nie na parę miesięcy – komentuje zdarzenie Artur Borowicz