W miniony weekend silesianki pożegnały się z marzeniem o grze w I lidze. Gospodynie półfinałowego turnieju o awans zaliczyły dwie porażki i jedną wygraną. To za mało, by powalczyć o występy w wyższej klasie rozgrywkowej.
Przed niedzielnymi spotkaniami w naszym mieście każda z czterech ekip miała na swoim koncie po jednym zwycięstwie i jednej przegranej. Podczas meczu otwierającego turniej Silesia uległa Sokołowi Mogilno 1:3, a w sobotę wygrała w tie-breaku z Libero Aleksandrów Łódzki 3:2. Niestety, ostatniego spotkania z BAS-em Białystok nie udało się wygrać.
– Ja myślę, że niewiele brakło i chyba największa szansa nasza była w dniu pierwszym, gdzie tak weszliśmy średnio. Wczoraj kapitalny mecz, dzisiaj nie wiem, być może jest to kwestia jakiegoś ciśnienia, bo wszyscy mówią „Spokojnie, spokojnie grajmy”, ale w każdej to buzuje – mówi Sebastian Michalak, trener Silesii Volley.
W decydującym spotkaniu mysłowiczankom zabrakło zimnej krwi, ale i precyzji.
– Moim zdaniem przeciwniczki nam dały rękę. Mnóstwo własnych błędów, same psuły. My też byliśmy zestresowani i też jakiegoś wielkiego widowiska tu nie było. To wszystko było grane na emocjach i po prostu my nie pękliśmy i wygraliśmy – tłumaczy Sebastian Grzegorek, trener BAS-u Białystok.
– Myślę, że głowy nam zabrakło, dużo stresu, dużo stresu. Jakby było też większe dogranie piłki, skończone z obron, to myślę, że to by się inaczej potoczyło – dodaje Marta Jędrysik, przyjmująca Silesii Volley.
W mysłowickim półfinale zwyciężyły zespoły z Białegostoku i Mogilna. Drugi turniej półfinałowy odbywał się w Tomaszowie Lubelskim. Szansę zdobycia awansu do I ligi wywalczyły w nim AZS AWF Warszawa oraz gospodynie z Tomasovii.
Teraz przed mysłowicką drużyną rozmowy o strategii na przyszłość, ale świetny sezon w wykonaniu silesianek pozwala wierzyć, że za rok znów staną do walki o awans szczebel rozgrywkowy wyżej.